Od dziecka uczą nas dumy z bycia obywatelem danego państwa, dumy ze swojej flagi. Wmawiane jest nam, że naród to rodzina, a ojczyzna to matka. Mamy być gotowi umrzeć za "ojczyznę", nawet jeśli ta ojczyzna nie zrobiła nic, byśmy mogli w niej godnie żyć.
Politycy, dziennikarze, media – nikt z tych grup nie odpowiada, dla kogo tak naprawdę jest ta ojczyzna. Bo w momencie, gdy polityk każe ci śpiewać hymn, to nie dlatego, że zależy mu na twoim losie, lecz chce, żebyś milczał, żebyś nie pytał, czemu jego dziecko studiuje za granicą, a ty masz zapieprzać na śmieciówce.
Nacjonalizm nie jest miłością do ziemi. To kij, którym bije się klasę pracującą, żeby nie zauważyła, kto realnie ją okrada. Nacjonalizm to ideologia, która każe ludziom walczyć między sobą na podstawie granic, które narysowali kiedyś królowie, kapitaliści i generałowie. To fałszywa tożsamość, która narzuca się tym, którzy mają najmniej, żeby nigdy nie próbowali podnieść wzroku ku tym, którzy mają wszystko. Pracownik z Łomży ma mniej wspólnego z prezesem z Warszawy niż z robotnikiem z Kijowa, Berlina czy Stambułu, bo i jeden, i drugi wie, jak smakuje przepracowana noc i jak wygląda pusty portfel pod koniec miesiąca.
Nacjonalizm robi z biednych ludzi żołnierzy, wyborców, fanatyków. Każe im bronić "narodu", który w praktyce oznacza interesy polityków, oligarchów i korporacji. Kiedy ktoś ci mówi: „Imigranci zabiorą ci pracę”, to realnie pyta, kto zbudował system, w którym trzeba konkurować o prawo do życia. Anarchiści od dawna mówią, że ojczyzna to fikcja. Prawdziwa wspólnota rodzi się z solidarności, nie granic. Emma Goldman pisała: „Patriotyzm to ostatnie schronienie łajdaka” – bo kiedy nie masz już nic do zaproponowania ludziom, sprzedajesz im sztandar i dumę z bycia biednym, ale przynajmniej za "wielkim narodem”
W świecie, gdzie jedni mają wille i armie, a drudzy stoją w kolejce po leki, nacjonalizm to broń klas wyższych. To sposób, aby biedni nie zauważyli, kto naprawdę trzyma ich za gardło. Dlatego w anarchizmie nie jest tylko odrzucenie granic, a odrzucenie klas, władzy, mitów, które mają na celu dzielić ludzi. Jednocześnie, mówiąc to, anarchizm nie rzuca słów na wiatr, a proponuje rozwiązania. Zamiast narodów – wspólnota, zamiast granic – solidarność, a zamiast przemocy klasowej – rewolucja. Trzeba pamiętać, że siła nie leży w hymnie ani w orle na paszporcie, ale leży w tym, że stajesz ramię w ramię z drugim człowiekiem. Nie ma znaczenia, czy mówisz tym czy innym językiem, nie ma znaczenia, jaki ktoś ma kolor skóry czy pochodzenia. ŻADEN CZŁOWIEK NIE JEST NIELEGALNY!